Aplikacje biurowe

Na pierwszy ogień bierzemy to, co jest najpopularniejsze i używane (przynajmniej w pewnym zakresie) przez wszystkich. Pojęcie „aplikacje biurowe" nie jest jakimś oficjalnym terminem. Użyłem go przez pewne skojarzenie z najszerzej rozpowszechnionym pakietem programów „Microsoft Office" (a „office" to przecież po angielsku „biuro"). Pod pojęciem pakietu programów rozumiemy zestaw kilku aplikacji, zbudowanych w oparciu o podobny interfejs użytkownika, posiadających wbudowane funkcje ułatwiające komunikację pomiędzy nimi. Na przykład w słynnym pakiecie „Office", firmy Microsoft, znajdują się następujące programy: edytor tekstów „Word", arkusz kalkulacyjny „Excel", baza danych „Access", program prezentacyjny „Power Point" i program komunikacyjno-organizacyjny „Outlook". Każdy z tych programów może być oczywiście używany (i zainstalowany) osobno, będąc całkowicie samodzielną i w pełni funkcjonalną aplikacją. Można je również instalować i używać w niepełnym komplecie. Powiązanie aplikacji w jednorodny pakiet uwidacznia się w łatwości przechodzenia z jednej do drugiej (można to zrobić, klikając jedną ze stale widocznych na ekranie ikon) i w łatwości przenoszenia fragmentów pracy pomiędzy nimi. Pewne elementy pakietu są wspólne dla wszystkich jego aplikacji. Opanowanie wszystkich możliwości pakietu „Office" nie jest jednak sprawą prostą. Jest ich po prostu bardzo dużo. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wystąpił tu w całej swej okazałości tzw. syndrom amerykańskiej gospodyni. Syndrom ten zdefiniowano w latach sześćdziesiątych naszego wieku. Polega on na takim nagromadzeniu różnych udogodnień i uproszczeń, że zorientowanie się (i zapamiętanie!), co jak się upraszcza, kosztuje znacznie więcej wysiłku niż wykonanie zadanej pracy wprost, bez żadnych udogodnień i skrótów. Tak właśnie było z amerykańskimi gospodyniami domowymi. Fascynacja możliwościami automatyki i elektroniki skutkowała takim nagromadzeniem różnych urządzeń kuchennych, ułatwiających poszczególne czynności, że zwykłe przygotowanie kromki chleba z masłem mogło trwać nie wiem jak długo i wymagało użycia szeregu skomplikowanych urządzeń, które wszystko „same robiły". Użycie zwykłego noża pozwalało wykonać to kilka razy szybciej i prościej. Tak więc osobiście nie padam na kolana przed możliwościami pakietu „Office" i nie staram się wszystkiego zautomatyzować. Moim zdaniem powinno się zachować granice rozsądku. Najczęściej używanym rodzajem programów są właśnie edytory tekstu. Każdy użytkownik komputera - przynajmniej co jakiś czas - musi napisać jakiś tekst. Bardzo wielu użytkowników traktuje wręcz komputer jako inteligentniejszą maszynę do pisania, nie zauważając innych jego możliwości. To, oczywiście, duży błąd. Ale i tak trzeba się nauczyć używania edytora tekstu. We wcześniejszych ćwiczeniach wykorzystywaliśmy już edytory. Był to program „Edit" w DOS, „Write" dla Windows 3.x i „WordPad" dla Windows 95. Wszystkie one są prostymi edytorami, dołączonymi do systemów operacyjnych jako akcesoria. Mogą posłużyć do pisania mało skomplikowanych tekstów. Siłą rzeczy nie są wyposażone w zbyt wiele możliwości. Najlepiej nadają się do pisania programów typu batch i różnych notatek. Ich bezsprzeczną zaletą jest to, że otrzymujemy je razem z systemem operacyjnym (czyli tak jakby za darmo). Do poważniejszych zadań musimy jednak użyć prawdziwego edytora.