Kto kontroluje Internet?
Zasadniczo nikt nie sprawuje nadzoru nad tym, kto i jakie treści rozpowszechnia w Internecie. Ta zasada stanęła u podstaw wielkości Sieci. Nikt nie określa programu, nie cenzuruje ani nie kontroluje jego treści. To przyciąga oczywiście również ludzi, którzy przez Internet chcą rozpowszechniać treści bezużyteczne czy wręcz niebezpieczne. Rządy i instytucje państwowe próbują ciągle pozbawić autorów nielegalnych treści możliwości ich rozpowszechniania przez Internet, zazwyczaj jednak bezskutecznie. W Niemczech na przykład istnieje zakaz głoszenia radykalnie prawicowych poglądów. W Internecie można spotkać jednak strony z takimi właśnie treściami. Są one umieszczone na komputerach gdzieś za granicą, tam, gdzie nie ma ścisłej kontroli lub tam, gdzie nie ma zakazu ich rozpowszechniania, na przykład w USA. Ich odczytanie w Niemczech nie stanowi żadnego problemu. Niemieckie sądy nie mają jednak żadnej możliwości pociągnięcia propagatorów tych niebezpiecznych treści do odpowiedzialności karnej. W celu ochrony przede wszystkim dzieci i młodzieży przed nielegalnymi treściami, stworzono wiele programów filtrujących. Istnieją dwa rodzaje takiego oprogramowania: jedne programy bazują na negatywnych spisach adresów, inne na pozytywnych. W pierwszym wypadku oprogramowanie nie wpuszcza na te strony internetowe, które są nieodpowiednie dla dzieci i młodzieży. Jest to więc rodzaj „czarnej listy". Ponieważ jednak codziennie pojawiają się strony nie nadające się dla młodzieży, a adresy są często zmieniane, nie ma praktycznie możliwości bieżącego uzupełniania listy zakazanych stron. W drugim przypadku dopuszczane są tylko serwisy (czyli, inaczej mówiąc site'y) uznane wcześniej za bezpieczne. Także i ten system ma wady: ponieważ codziennie pojawiają się też wartościowe i pożyteczne strony, również ten wykaz nie zawiera aktualnych adresów. Możemy jednak mieć pewność, że sprawdzone strony mogą być rzeczywiście oglądane przez młodzież. Jeszcze kilka słów o ochronie danych. Jeśli wysyłamy e-mail przez Internet, to ktoś obcy może do niego zajrzeć. Mię dokona tego wprawdzie każdy użytkownik, ale administratorzy przeczytają te pliki bez trudu. Można to porównać z wysyłaniem kartek pocztowych. Ich też nie może przeczytać każdy, ale osoby mające bezpośredni dostęp do naszej poczty, na przykład listonosz, mogą bez problemów czytać nasze pozdrowienia z wakacji. W Internecie brak również stuprocentowej ochrony. Istnieje tylko kilka możliwości zabezpieczenia się przed wirusami i kradzieżą danych. Aby przesyłać dane przez Internet w miarę bezpiecznie, wiadomości można zakodować. Ciągle słyszymy jednak o hakerach, którym udało się złamać zabezpieczenia. Przykładowo na początku 1997 roku grupie licealistów z Zagrzebia, z Chorwacji, udało się włamać - mimo licznych zabezpieczeń - do komputera Amerykańskiego Departamentu Obrony. Hakerzy mogą wkradać się oczywiście również do komputerów prywatnych. Jednak zdarza się to bardzo rzadko, ponieważ komputery prywatne nie zawierają tajnych danych. Groźne są również wirusy komputerowe zawarte w e-mailach lub plikach ściąganych z Internetu. Trzeba mieć świadomość, że każdy plik z zewnątrz może zawierać wirusy. Aby zapobiec wniknięciu wirusa poprzez e-mail, nie powinno się otwierać listów elektronicznych od nieznanego nadawcy. Dla bezpieczeństwa takie listy powinno się natychmiast usuwać.