Kukułcze jajo
Aby dobrze zobrazować możliwości szkód wyrządzonych przez potencjalnych hakerów, należy zapoznać się z historią Clifforda Stolla, który opisał swój pościg za hakerem w książce "Kukułcze jajo". Stoll w sposób zabawny, niekiedy smutny, ale zawsze interesujący, przytacza krok po kroku ciężkie chwile śledzenia hakera, który używał jego komputera służbowego w latach siedemdziesiątych, by wykradać tajne wojskowe informacje z amerykańskich baz wojskowych na rzecz KGB. Historia zaczęła się, kiedy Stoll zaczął pracować w Kalifornii, na jednym z tamtejszych uniwestytetów. Uwielbiał tę pracę, ale miał zbyt mało czasu dla siebie, co często powtarzała mu jego ówczesna dziewczyna. Niedługo miało się to zmienić - czekał na niego awans, co oznaczało mniej pracy, więcej czasu dla siebie i tego, co lubił robić. Jednak pewnego dnia w rozliczeniach Clifford dostrzegł jeden mały szkopuł. Malutki błąd, który kosztował uniwersytet kilka centów. Nie potrafił znaleźć żadnego wewnętrznego problemu, którego źródło miałoby tkwić w kodzie źródłowym oprogramowania, jakiego używała uczelnia. Dlatego zrobił kilka testów, które jednoznacznie wykazały, iż komputery te zostały wykorzystane przez hakera. Szok był o tyle wielki, że wtedy hakerzy stanowili bardzo nikły procent społeczeństwa - strach przed nimi miał nastąpić dopiero za kilka lat, gdy Kevin Mitnick włamywał się tam, gdzie tylko chciał. I tak Cliff śledząc połączenie, które było nawiązywane co jakiś czas, próbował wyśledzić hakera. Jednak szereg procedur prawnych, problemy związane z odległością sprawiały, iż moment schwytania tego człowieka okazywał się coraz trudniejszy. W sprawę została zaangażowana policja z innych stanów, śledzono komputery, z których wychodziło to połączenie. Okazywało się bowiem, iż haker używał kilku komputerów przed dostaniem się do komputera Clifforda. W ten sposób zacierał po sobie ślady, a jego wytropienie nastręczało coraz więcej problemów. Jednak ambitny informatyk nie poddawał się. Angażował powoli w śledztwo coraz szersze grono organów ścigania. W pewnym momencie odkrył, iż haker włamywał się do tajnych baz komputerowych amerykańskiego rządu. Przeglądał dane, kopiował je, usuwał, kiedy było trzeba, śledził postępy technologiczne. Niestety, to było ciągle za mało, by móc go schwytać. Sytuacja tak trudnego kalibru nie mogła oczywiście nie zostać przeniesiona do domu, gdzie coraz mniej było miejsca na zwykłe, domowe sprawy. Zaczęły się psuć jego relacje z własną żoną. Cliff postanowił nieco spasować i napisał krótki programik, który dawał mu sygnał zawsze wtedy, gdy jego haker logował się do systemu. Wtedy pędził na miejsce, by śledzić dalej jego poczynania. Międzynarodowa biurokracja skutecznie blokowała możliwość złapania hakera na gorącym uczynku. Dopiero po czasie do Stolla dotarła wiadomość, iż nie haker, a hakerzy zostali schwytani i niedługo nastąpi ich osądzenie. Okazało się z czasem, że byli to agenci służb KGB, którzy na zlecenie Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich wykradali ważne dane, których używali przeciwko stroszeniu zbrojnych piórek. Jeden z nich został zamordowany, jego ciało znaleziono w lesie, a Stoll mógł w końcu zajmować się tym, czym bardzo chciał przez całe swoje życie - po prostu życiem.