Sieć rozległa
Idea sieci rozległej, niezależnie od rodzaju kabli, oparta jest na łączności pomiędzy serwerami, z których każdy skupia pewną liczbę komputerów z nim połączonych (na stałe lub czasowo). W ten sposób na przykład komputer Al może nawiązać łączność z komputerem D3 (za pośrednictwem serwerów A i D) lub z komputerem C2 (za pośrednictwem serwerów A i C). Do centralnego kabla (magistrali) mogą podłączać się kolejne serwery, każdy ze swoją „rodziną" podłączonych do niego komputerów. Taka rodzina nazywa się domeną. Przedstawiony tu model jest oczywiście dużym uproszczeniem, ale pozwala zrozumieć zasadę sieci rozległych, polegającą na łączności pomiędzy serwerami, których liczba nie jest ograniczona. Pojedynczy komputer zgłasza się do „swojego" serwera i za jego pośrednictwem łączy się z kolejnymi, aż dotrze do serwera gromadzącego poszukiwane informacje lub do „rodzinnego" serwera komputera, z którym chcemy się połączyć, a następnie do niego samego. W praktyce częściej łączymy się z konkretnymi serwerami, czerpiąc ze zgromadzonych na ich dyskach zasobów informacji lub pozostawiając na nich odpowiednie wiadomości. Poszczególne serwery są jednoznacznie określane w umowny sposób. Może nasunąć się pytanie: jak w wielkiej, „wielopiętrowej" sieci odszukiwać właściwe miejsce? Trzeba by znać całą trasę dojścia i wszystkie stacje pośrednie. Ci z Czytelników, którzy zetknęli się z adresem internetowym, wiedzą, że nie jest on wcale tak skomplikowany, a pozwala bezbłędnie dotrzeć na drugi koniec świata. Rzecz tkwi w metodyce oznaczania serwerów. Użytkownik podaje adres internetowy swojemu serwerowi, a już do niego należy odnalezienie i zestawienie całej trasy. W tym celu używane są oznaczenia, których użytkownik nie musi znać (można je zobaczyć w niektórych przeglądarkach w trakcie nawiązywania łączności z odległym serwerem), a które są podstawowym przewodnikiem po zasobach sieci. Nie oznacza to jednak, że Internet jest jedyną siecią rozległą. Tak oczywiście nie jest, choć w powszechnym odbiorze pojęcia te często są odbierane jako tożsame. Dzieje się tak dlatego, że Internet jest, po pierwsze, bardzo modny, a po drugie, nazwa ta nie jest zbyt precyzyjnie przypisana do jakiegoś konkretnego bytu fizycznego. Dodatkowe zamieszanie powoduje podłączanie się pojedynczych komputerów za pomocą linii telefonicznych tylko na określony czas łączności (stąd pytanie: czy mój komputer to już Internet czy jeszcze nie?). Internet to po prostu sieć sieci. Wszystkie sieci lokalne, pojedyncze komputery, sieci zbiorcze, jeśli tylko mają łączność z serwerami internetowymi, tworzą wspólnie Internet. Łączy je stosowanie jednolitych standardów wymiany informacji. Umożliwia to łączność wszystkich ze wszystkimi. Jakby tego było mało, na naszych oczach powstaje coś, co powoduje jeszcze większą trudność w określeniu, co to właściwie jest Internet. Powstają mianowicie sieci lokalne, oparte o standardy wymiany informacji obowiązujące w Internecie i bardzo ściśle z nim powiązane. Taka sieć lokalna nazywa się intranet (to już czysta złośliwość - Internet i intranet -jakby nie można było wymyślić innej nazwy). Wszystko to zaczyna się coraz bardziej przenikać, granice się zacierają, zmierzając do stworzenia jakiegoś jednego superorganizmu o niemal nieskończonej liczbie połączeń, czyli czegoś na kształt... mózgu. Już teraz, wykorzystując na przykład możliwości pakietu „Office 97", można zatracić poczucie miejsca, gdzie się kończy mój komputer, a zaczyna reszta świata. Pojęcie ..globalna wioska", do niedawna używane jako modna figura stylistyczna, na naszych oczach staje się faktem. To już nie publicystyka, ale rzeczywistość. A wśród tego oszałamiającego oceanu informacji pojedynczy, osamotniony człowiek, coraz bardziej zagubiony, przestraszony i jakby coraz mniej potrzebny. Ech... życie! Ale nie popadajmy w pesymizm.